Chcesz zostać winiarzem?

Ale czy naprawdę?

Rachel Signer Wine

To gościnny wpis genialnej Rachel Signer, autorki „You Had Me At Pét-Nat” i winiarki Cleopatra Wines (dawniej Persephone Wines) w Australii.

Czy ugryzł cię bakcyl naturalnego wina?

Jesteś młody i podatny na wpływy, albo młody i dziki, albo nie tak młody, ale z jakiegoś powodu masz zakochałeś się w tej bardzo głupiej rzeczy zwanej naturalnym winem. Mieszkasz w mieście lub średniej wielkości miasteczku i — niech diabli wezmą podwójny kierunek Stosunki Międzynarodowe i Klasykę! — dostajesz pracę na pół etatu w sklepie z winem, co daje ci 15 dolarów za godzinę plus możliwość degustacji win robionych przez interesujących rolników z miejsc takich jak Dolina Loary, albo Lazio, albo nawet Republika GruzjiPrzemierzasz scenę winiarską, poznajesz kolejnych importerów, pojawiasz się na branżowych degustacjach i uczysz się wymawiać słowa takie jak „élevage” i „veraison.”

Na jednej z branżowych degustacji upijasz się i idziesz na after-party z wszystkimi fajnymi ludźmi ze sceny. Potem, na Wielkich Targach Wina™, spotykasz wszystkich winiarzy swoich marzeń! Są niechlujni mężczyźni z chrypiącymi głosami, którzy mówią ci o „kosmosie”; para z surowymi twarzami i szerokimi kapeluszami wyznaje wierność cyklom księżyca; młoda kobieta nalewa ci przepiękną miksturę, która przypomina Kool-aid, ale oczywiście tego nie mówisz, mówisz „owoce pestkowe”. To przytłaczające, ale uwielbiasz to. Idziesz też na after-party i rozmawiasz do późna z winiarzami, którzy nalewają ze swoich własnych magnum.

Mijają dwa lata i czujesz potrzebę: chcesz stażu przy zbiorach. Czy powinieneś pojechać do Oregonu, pracować w miejskiej winnicy? A co z RPA? Ups, tam jest przeciwna pora roku, nieważne. To musi być Francja — doszedłeś do poziomu 202 na studiach i jesteś całkowicie zafascynowany Chenin Blanc (które nauczyłeś się wymawiać jak Francuzi, Sheh-nah).

 

Les Vendanges

Masz zaplanowane zmiany na miesiąc. Znajdujesz podnajemcę. Pierwszego września pakujesz parę Blundstones (rozchodzonych przez noszenie po mieszkaniu podczas sprzątania dla podnajemcy), ogrodniczki, kilka flanelowych koszul i szampon. Jesteś gotowy! Przyjeżdżasz na Charles de Gaulle. Jest strajk. Musisz wziąć bardzo drogie taksówki do odległej stacji kolejowej, która, jak mówi ci Brytyjczyk, może działać. W taksówce zastanawiasz się, czy to był dobry pomysł, żeby nie jechać tam, gdzie można zarobić. Cholera, że jestem Amerykaninem, dlaczego nie możemy pracować wszędzie? A tak, bo nie pozwalamy nikomu pracować w naszym kraju.

Zmęczony jet lagiem i umierający z głodu, wsiadasz do wolnego pociągu do Angers. Podjeżdża rozpadający się, stary biały van, z którego wysiada wysoki facet z dredami. To podobno syn winiarza, który zaczyna własną markę, skazaną na sukces. Tej nocy ledwo udaje ci się nie zasnąć, gdy podają ci trzydaniowy posiłek kończący się boeuf bourguignon i, jak, siedmioletni Comté, z mnóstwem wina. Nikt nie mówi po angielsku. Nie masz zielonego pojęcia, co oni mówią.

Kolejne trzy tygodnie to bolesna, zawstydzająca mgła. Jest mnóstwo podstawowych zadań winiarskich, których nie potrafisz wykonać. Stary winiarz i jego syn z dredami są zbyt zajęci, by cokolwiek ci pokazać. Więc spędzasz dni na zbieraniu winogron. Zbieranie, zbieranie, zbieranieBoli cię plecy. Masz dość zbierania. Chcesz nauczyć się winiarstwa. W końcu zbierasz się na odwagę. Mówisz dreadlocks, że chcesz lekcje, czegokolwiek, by móc pomóc. W ciągu kilku następnych dni uczysz się, jak załadować prasę. Próbujesz wózka widłowego.

Kiedy opuszczasz Francję, jesteś nieco pewny swoich umiejętności. Czujesz, że czas spędzony w winiarni dał ci dostęp do uprzywilejowanych informacji. Widziałeś, jak powstaje kiełbasa. I ci się to podobało.

Mijają kolejne lata, więcej staży podczas zbiorów. Teraz jesteś na pół etatu, jako młodszy asystent winiarza w Boppity Boop Wines w swoim rodzinnym stanie. To szalone, jak wszyscy wokół robią wino na boku! Ten facet ma kultową markę produkującą 4500 butelek rocznie. Ta kobieta zamierza rzucić pracę w przyszłym roku, by skupić się na swojej marce, która zyskuje coraz większą popularność. Ty też chcesz to robić!

Budowanie Twojej Marki

Zaczynasz od trzech beczek wina. Wychodzą całkiem dobrze. Czy to szczęście początkującego? Nie jesteś pewien, ale potrzebujesz pieniędzy, więc butelkujesz je na maszynach szefa, etykietujesz i wprowadzasz na rynek. Ludzie je kupują! Kto by pomyślał! Okazuje się, że naturalne wino to naprawdę żywa, rozwijająca się scena. Jest na nie popyt. Wchodzisz w to w odpowiednim momencie.

 Rachel Signer

Lata mijają, a ty przechodzisz od 3000 butelek robionych na maszynach twojego szefa, do korzystania z przestrzeni spółdzielczej, gdzie dzielisz dwa wózki widłowe z czterema winiarzami, i przejmujesz nową winnicę, co daje ci 4500 butelek. Nagle widzisz, że zarabiasz duże pieniądze. Ponad 80 tysięcy! Zaczynasz spłacać swoje kredyty studenckie. Ale ta winnica wymaga od ciebie faktycznej uprawy. Więc będziesz przycinać winorośl zimą. Będziesz przerzedzać pędy wiosną. Będziesz zarządzać opryskami podczas sezonu deszczowego.

Potrzebujesz pomocy, więc zatrudniasz ekipę. Teraz twoje 80 tysięcy spada do 60 tysięcy. Nadal dobrze, chociaż czynsz wzrósł, a z tyłu głowy myślisz o tym, że chciałbyś kupić własne miejsce, mieć dziecko i nie miałeś wakacji od około siedmiu lat.

Czy ja Naprawdę Chcesz zostać winiarzem?

Podczas gdy twoi przyjaciele, którzy mają stałą pracę, wypoczywają w Toskanii, Joshua Tree lub gdziekolwiek indziej, ty klęczysz w winnicy. Mieszasz partie siarki i miedzi, nosząc maskę i rękawice, a potem przekazujesz je właścicielowi winnicy, który nie pozwala ci prowadzić swojego traktora.

Albo ciągle wymieniasz się uwagami z projektantem etykiet. Degustujesz, mieszając, butelkując godzinami, czasem z pomocą. Potem musisz zapakować wszystkie wina. Musisz je wysłać do klientów ze strony internetowej lub do sklepów z winem. Masz pęcherze na rękach od przycinania i skaleczenia od pakowania. Więc zatrudniasz więcej pomocy. Zatrudniasz dystrybutora. Twoje 60 tysięcy spada do 45 tysięcy.

Ale kilka blogerów winiarskich niedawno opublikowało recenzje twoich win, i trafiają one do fajnych sklepów z winem, w tym do tego, w którym kiedyś pracowałeś!

 Rachel Signer Wine

 Potrzebujesz więcej winnic, twoja marka musi się rozwijać! Ale jak? Pracujesz cały czas i zatrudniasz tyle pomocy, ile możesz sobie pozwolić. Produkujesz 6000 butelek i teraz naprawdę masz problem ze sprzedażą swojego wina. Jeździsz na targi wina — jeszcze nie na Wielkie Targi Wina — które kosztują cię całkiem sporo. Teraz jesteś jedną z osób za stołem, wyjaśniającą, że butelkujesz podczas nowiu księżyca.dlaczego nie dodajesz siarczynów, od których plantatorów kupujesz owoce i na jakich typach gleby rosną winogrona.

Masz już prawie czterdzieści lat, a teraz, gdy nadchodzi zbiór, spodziewasz się bólu pleców, zmęczenia, stresu. Czasem zastanawiasz się, jak kiedykolwiek przejdziesz na emeryturę, z czego będziesz żyć? Nadal wynajmujesz. Masz prasę, skromny używany sprzęt i kilka starych beczek. Kilka ceramicznych naczyń. Zużyty wózek widłowy. Uwielbiasz widzieć, jak ludzie piją twoje wina. Jesteś z nich dumny.

 

Niektóre dni, gdy pracujesz w winnicy, ogarnia cię zachwyt nad tymi niesamowitymi roślinami, ich wyjątkową pozycją w świecie rolnictwa, nad pięknem wokół ciebie. Czujesz dreszcz emocji za każdym razem, gdy nadchodzi zbiór, ale zaraz potem pojawia się rozczarowanie, gdy się kończy — i zastanawiasz się, czy zrobiłeś wszystko dobrze. Czasem wspominasz swoje pełne entuzjazmu, pełne energii dni i zastanawiasz się: gdybyś mógł porozmawiać ze swoim młodszym ja, czy powiedziałbyś: tak, zostań winiarzem! A może powiedziałbyś coś innego?

Postscriptum

Ty… nie jesteś mną! To nie był tekst autobiograficzny.

Ale napisałam to też częściowo na podstawie moich doświadczeń jako producenta oraz tego, co zaobserwowałam. [Zdjęcia powyżej są wszystkie moje, w tym jedno z mojego doświadczenia podczas zbiorów z Domaine Mosse, opisanego w trzecim rozdziale moją książkę.]

Napisałam to też częściowo, by wyjaśnić, dlaczego prawie już nie piszę o winie. (W rzeczywistości ostatnio jestem pisząc bardziej ogólnie o kulturze.)

Rachel Signer - Cleopatra Wines 

Chociaż moja osobista marka, Cleopatra Wines (wcześniej znana jako Persephone Wines), jest bardzo mała, jestem zamężna za winiarza, oraz winiarstwo obejmuje całe moje życie. To nie jest praca od 9 do 17. Uważam, że to naprawdę trudny sposób na życie, chyba że się w to urodzisz. Jeśli twoi rodzice mają już winnicę i ją dziedziczysz lub stajesz się częścią rodzinnego biznesu, wiele z tego, co opisałam powyżej, nie jest problemem. Oczywiście inaczej jest, gdy przechodzisz z rolnika na winiarza. Każda sytuacja jest inna.

Nie napisałam tego, żeby narzekać.

Napisałam to, ponieważ jako konsumentka nigdy nie wiedziałabym, jak to naprawdę wygląda po stronie producenta. I zauważyłam, że wiele osób zapisało się do tego newslettera, bo czytało moją książkę albo czytali Pipeta, a ostatnio niewiele piszę o winie. Pomyślałam, że po prostu wypiję duży kieliszek pét-nat i zobaczę, co z tego wyjdzieI to właśnie było to.

To piękna sprawa złapać bakcyla winiarstwa i nie chciałabym, żeby ktoś zrezygnował z tej drogi. Wręcz przeciwnie, potrzebujemy więcej naturalnych winiarzy, zwłaszcza tych pochodzących z marginalizowanych środowisk. Warto jednak wcześniej wiedzieć, jakie wyzwania logistyczne mogą się pojawić.

-----------------------------------------------------------------------

To jest wpis gościnny. Tak bardzo spodobał nam się ten tekst Rachel Signer w jej newsletterze, że poprosiliśmy o możliwość podzielenia się nim tutaj, na morenaturalwine. Rachel tworzy wspaniałe wina pod nazwą Cleopatra Wines (wcześniej znane jako Persephone Wines, niestety obecnie wyprzedane) i napisała DOSKONAŁĄ KSIĄŻKĘ "You Had Me At Pet Nat", która jest dostępna tutaj, na morenaturalwine, oraz w innych fajnych miejscach. Zdobądź egzemplarz i ZASUBSKRYBUJ newsletter Rachel tutaj.

 

Napisane przez Rachel Signer, nawet jeśli poniżej sugeruje inaczej!